Madame Edith

turyści w miejscu świętym

Pierwotnie miałem zamiar umieścić tylko kilka zdjęć z włoskich kościołów, które w ciekawy sposób zaczęły sobie radzić z nagminnie łamiącymi zasady ubioru turystami, ale pomyślałem, że ten wątek można rozwinąć o generalne zasady związane z, nazwijmy to dress codem, w miejscach kultu różnych religii. Chciałbym przy tym pozostać w narracji niniejszego postu jako turysta – osoba, która powinna mieć podstawową wiedzę na temat miejsca, w którym się znajduje, ale nie musi być to wiedza wyjątkowo pogłębiona.

A zatem wstajemy rano we Włoszech, Hiszpanii, Grecji lub Francji, uśmiechnięci     i wyspani. Po małej kawie i słodkim wyrobie cukierniczym ruszamy na zwiedzanie pięknych miast. Przy okazji przeglądania Tripadvisora widzimy katedrę, którą użytkownicy serwisu określają jako „must see”, „best church ever”, „absolutly amazing”. Niewiele myśląc, kierujemy swoje kroki do monumentalnej budowli – na szczęście jeszcze bez kolejki. Myślę, że niewiele osób układając swój dzienny plan wakacyjnego zwiedzania, uwzględnia zasady ubioru obowiązującego w miejscach kultu religijnego i odpowiednio się do tego przygotowuje – a powinny. Dlaczego?

Z dwóch bardzo prostych powodów:

  • ponieważ życzą sobie tego osoby związane z danym miejscem. Jeżeli duchowni, zarządcy wspólnoty, wierni je ustalają, należy ich po prostu przestrzegać;
  • obowiązuje nas okazanie szacunku miejscu, które jest wyjątkowe dla innych, a jak wiemy miejsca związane z kultem religijnym, nawet jeżeli nie zgadzamy z założeniami i filozofią leżącą u podstaw wyznania, są miejscami wymagającymi od nas zachowania, co najmniej, taktownego.

Jest to wprawdzie nienajlepsze porównanie, choć prowokacyjno zasadne – w McDonaldzie rzadko się widzi osobę, która po skończonym posiłku nie odnosi swojej tacy do wskazanego miejsca. Dlaczego? Bo takie są przyjęte zasady. Oczywiście są tacy wyznawcy religii fast foodu, którzy tego nie zrobią, jest ich wielu, ale zdecydowanie mniej niż tych, którzy tackę odniosą i wyleją nadmiar napoju do oddzielnej przegrody. Dlaczego zatem się tak dzieje, że tak wielu turystów wchodzi do kościołów, meczetów, synagog ubranych w niewłaściwy sposób? Czyżby nie planowali wcześniej swoich tras zwiedzania? Pewnie tak, ale to ich nie usprawiedliwia. Wizyty u Ronalda też często nie planujemy, a tackę odnosimy.

ZDROWOROZSĄDKOWE ROZWIĄZANIE?

  • Jeżeli nie ubraliśmy się zgodnie z zasadami panującymi w danym miejscu i mamy taką możliwość – odwiedźmy je w innym terminie, w stosownym ubiorze.
  • Jeżeli wizyta jest spontaniczna i przypadkowa, ratunkiem może być przykład włoski lub kreatywne okrycie się innymi częściami posiadanej akurat garderoby. Nie powinno to jednak wyglądać zbyt groteskowo.
  • Zapytajmy gospodarzy – ktoś zawsze się znajdzie – czy w naszym stroju, mimo wszystko, możemy wejść lub czy jest jakieś alternatywne rozwiązanie dla tej sytuacji.

comboW sumie jest to zdroworozsądkowe wyjście z sytuacji – jeżeli zapomniałeś, że będziesz odwiedzał święte miejsce, albo jesteś tu przypadkiem, to wejdź, zapraszamy, ale uszanuj nasze zasady i przywdziej ten kawałek materiału. Nie widziałem aby ktoś biegał za osobami, które są niestosownie ubrane i nakazywał im przywdzianie okrycia, dlatego turystów ze zdjęcia można uznać za taktownych, bowiem można zakładać, że założyli okrycie z własnej woli. (Tak, nieładnie jest robić zdjęcia osobom bez ich woli, a tym bardziej opisywać je na blogu ale uznałem, że jeszcze mieszczę się w cienkich granicach taktu. Nikt też nie jest pokazany en face).

betweencoordinatesInny przykład z Filipin. Szukałem podobnych do włoskiego przykładów wyjścia z takiej sytuacji i natknąłem się na bloga www.betweencoordinates.com z kolejną propozycją wyjścia z sytuacji. Przemiła autorka zdjęć pozwoliła mi z nich skorzystać do zilustrowania niniejszego tekstu. Thank you Regine Camille A. Garcia. Przy okazji, zobaczcie co Regine robi na co dzień – www.clevrrr.com

OGÓLNE ZASADY dot. ubioru jakimi powinniśmy się kierować w miejscach kultu religijnego:

  • Ubieramy się zgodnie z zaleceniami obowiązującymi w danym miejscu – jeżeli takowe są.
  • Unikamy stroju wyzywającego i prowokującego, czyli m.in. prześwitującego, okrywającego zbyt mało ciała, zawierającego wulgarne bądź obraźliwe napisy lub treści – można być fanem Grega Graffina i spółki, ale w koszulce z logo zespołu nie polecałbym wchodzenia do kościoła.
  • Komponujemy garderobę w taki sposób by ktoś, patrząc na nas pomyślał: schludnie i czysto.
  • Wcale nie musi być to strój formalny.
  • W przypadku kobiet na pomoc może przyjść szal lub chusta, które nie dość, że są lekkie, zajmują mało miejsca, to chronią również przed słońcem, a w zimniejszych pomieszczeniach przed chłodem. Zaznaczam, że nie myślę o gryzącym, długim jak boa i ciężkim jak worek kawy szaliku.
  • Jeżeli nie wiemy jak się ubrać np. do synagogi, bądź meczetu zaczerpnijmy informacji w jednym z serwisów typu Tripadvisor, Forsquer, Yelp i tym podobnych. Możemy też dopytać okolicznych mieszkańców, bądź w recepcji hotelowej.

ProperAttire_600Powyżej jedna z wielu infrografik prezentująca zasady obowiązujące w miejscu świętym danego wyznania. Grafikę znalazłem na www.sainttheresahalecenter.us

Inną kwestią jest sposób ubierania się wiernych do kościoła, choć temat dotyczy również turystów. W 2012 Akcja Katolicka przygotowała kampanię „W progi Boże w godnym ubiorze” – ujmując to hermetycznym językiem reklamowej nowomowy – copy 10/10. Oczami swojej tolerancyjnej duszy widzę taką ogólnoświatową kampanię dla każdej religii, a wszystko to ograne spójnym przekazem graficznym. Poniższą grafikę znalazłem na www.dziennikparafialny.pl przy artykule na temat ubierania się w Kościele http://dziennikparafialny.pl/2014/mini-w-swiatyni/

akcja

  • Makosza

    W internetach można poczytać jak krytykowani są ludzie, którzy ładniej ubrali się do kościoła, by pokazać się, przysłowiowy stróż na Boże Ciało.

    Będąc parę tygodni w Rosji poświęcałam dużo czasu na zwiedzanie. Szybko nauczyłam się, że do cerkwi kobieta nie powinna wchodzić w spodniach. W dużych miastach nie zwracano już na to uwagi, ponieważ turystów było wielu ale w małych, gdzie cerkwie nie były na raz licznie odwiedzane zawsze stał karton z spódnico-fartuszkiem. Szybko w moim plecaku znalazło się miejsce na dłuższą , lekką spódnicę i szeroki szal, którym mogłam okryć ramiona a czasami też włosy wchodząc do świątyni. Ja mogłam w spokoju zwiedzać, nikogo nie gorszyłam i nikt nie zwracał mi uwagi (choć muszę dodać, że nigdy nie były to wyrzuty, oburzenie a zwykłe wytłumaczenie jak to tu wygląda, zawsze miło). Myślę, że turyści nie myślą w kategorii> świątynia a zwyczajnie> zabytek, miejsce do zwiedzenia.

    • Adam Jarczyński

      Dziękuję za ciekawy przykład. Myślę, że będąc turystą nie powinniśmy stosować wobec siebie taryfy ulgowej – warto odrobić pracę domową przed wyjazdem w odleglejsze rejony, które mogą nas niejednym zadziwić. Oczywiście, mogą zdarzyć się spontaniczne wejścia/ wyjścia, niemniej osoba zaradna potrafi nawet bez właściwego stroju uszanować zwyczaje/ kulturę danego miejsca. Ale zgadzam się z Panią po stokroć.

      • Makosza

        W sumie turysta to gość.