Madame Edith

kulturalna podróż z dziećmi

Czas letni, to okres wzmożonych podroży wakacyjnych. To również chwile kiedy spędzamy więcej czasu z dziećmi i z nimi właśnie podróżujemy wszystkimi dostępnymi środkami transportu. O ile my, dorośli, jesteśmy w stanie zapanować nad nudą, bądź zapadamy w sen z szybkością jaką Arabella przekręcała pierścionek, to może się okazać, że wojaże mogą być wyzwaniem dla podopiecznych. A przecież nie podróżujemy sami, często obok są inni pasażerowie. Zapraszam do lektury tekstu, który powstał w oparciu o podróżowanie z młodym Padawanem, który jest obecnie w wieku 3,5 lat, a pierwszy lot odbył w 8 miesiącu.

  1. PRZED PIERWSZĄ DŁUŻSZĄ PODRÓŻĄ

PRZYGOTUJMY SIĘ. Jeżeli mamy czas i chęci zobaczmy jak latorośl zachowuje się w podróży na krótszym dystansie, a dzięki temu będziemy lepiej przygotowani do dalszych wypraw. A przynajmniej będziemy mądrzejszy o tą jedną podróż. Będziemy wiedzieli, kiedy pojawia się znudzenie, jak dziecko reaguje na bodźce zewnętrzne, czego nam zabrakło i jak reagują współpasażerowie. Oczywiście, o ile jesteśmy taką próbę zrobić jadąc własnym samochodem, bądź udając się w krótką podróż pociągiem, to już raczej wydaje się mało praktyczne kupowanie biletu lotniczego do Gdańska. Zdrowy rozsądek.

ROZMOWA

IMG_0302

jeżeli dziecko jest na etapie kiedy swobodnie się ze sobą komunikujemy, porozmawiajmy o podróży, o ile wyprawa nie jest niespodzianką. Powiedzmy, że obowiązują różne zasady, których warto przestrzegać. Jak będzie wyglądała podróż, a także czego możemy się spodziewać.

  1. UMILACZE CZASU

GRY

IMG_0304

Jest ich sporo. Sami korzystamy ze zgadywanek, takich jak na załączonym zdjęciu. Jeżeli dodatkowo zajmiemy się animacją, a nie pozostawimy dziecka samemu sobie, to okaże się, że zabawa zacznie sprawiać przyjemność nie tylko dumie rodziny ale i nam. Poza tym animacja przedłuża czas zaangażowania w zabawę, bo jak wiadomo dzieci często szybko się nudzą, no może oprócz zabawą urządzeniami elektronicznymi, ale o tym za chwilę.

SPRYTNY MYK: wszyscy znamy pojęcie „efektu świeżości”. W kontekście niniejszego tekstu chodzi mi o zabranie w podróż czegoś nowego, czegoś z czym dziecko jeszcze nie miało styczności np. kolejna seria gry.

ZABAWKI

IMG_0308

Nie chodzi o to by brać ze sobą połowę zabawek, które dziadkowie z taką wytrwałością dostarczają za każdym razem kiedy się widzimy, bo wychodziłoby, że musielibyśmy dopłacić za nadbagaż. Warto jednak postawić na kilka tzw. pewniaków. Obecnie jesteśmy na etapie, kiedy to Dusty Popylacz jest tym pewniakiem, tak samo jak Miś Uszatek, a kiedyś była nim różowa świnka, której imię wszyscy znają. Zabawki w bardzo ograniczonej liczbie pozwalają zając uwagę, zaangażować dziecko w zabawę, a jeżeli sami się do tego dołączymy i dla Popylacza zrobimy lotnisko na naszym udzie, lub oparciu od fotela, możemy zadziwiająco długo latać w przestworzach, będąc jednocześnie w pociągu.

MALOWIDŁA

IMG_0306

Z tym uważamy – kto dał choć raz w życiu małej Damie, bądź małemu Dżentelmenowi flamaster wie, że ściana już nie będzie taka sama, a znaki plemienne schodzą ze skóry trochę trudniej niż Max Factor. Wystarczą kredki, dwa, trzy kolory i kilka kartek, kolorowanka, zeszyt. Jedną z zabaw może być narysowanie tego co widzimy za oknem, a że krajobraz szybko się zmienia, zabawa staje się jeszcze bardziej ciekawa.

 KSIĄŻKI

IMG_0305

Powinna być kolejna odsłona słynnej kampanii „Nie czytasz? Nie idę z Tobą na wycieczkę”. Książki są pięknym towarzyszem podróży. Oczywiście przygód ze Stumilowego Lasu nie musimy czytać tak głośno by wszyscy nas słyszeli, wciąż bowiem należy pamiętać o pozostałych podróżujących. Głośne rozmowy – jak wyszło z badań PKP Intercity, bardzo nam przeszkadzają w spokojnym podróżowaniu.

  1. JEDZENIE & NAPOJE

Nie wyobrażam sobie podróżowania bez małych przekąsek. Im odleglejsza destynacja, mówiąc językiem biur podróży, tym więcej trzeba ich mieć – myślę tu również o sobie 🙂 A im są ciekawsze, tym więcej frajdy sprawiają dziecku i pochłaniają jego uwagę. Zawsze można kupić coś na dworcu, lotnisku, bądź w wagonie restauracyjnym – jeżeli uznamy, że serwowane menu jest odpowiednie dla naszych małych podróżników. My zawsze zabieramy kanapki, owoce, chrupki kukurydziane – takie, z których można budować gąsienicę. Marchewkę też można podać w niecodzienny sposób, a wodę przygotować w ulubionym bidonie – trochę chęci i jest przyjemniej.

Warto przy okazji pamiętać, że jeżeli bierzemy również coś dla siebie, to potrawy nie powinny wydawać intensywnego zapachu, bo nawet jeżeli nie będą przeszkadzały naszemu dziecku, to mogą wpływać na ograniczenie komfortu u współpasażerów. Nie muszę już wspominać, że zostawienie po sobie porządku jest czymś oczywistym i rozwodzenie się na ten temat nie ma sensu, niech wystarczy konstatacja – dziecko patrzy i przyswaja co robimy ze skórką od banana, czy papierem po kanapce. Podczas badania rynku pośród podróżujących pociągami wykonanego przez PKP Intericty respondenci uplasowali na drugim miejscu, tuż po głośnych rozmowach przez telefon, brak zachowania porządku przez współpasażerów. No właśnie, dlatego pełny pampers niech nie ląduje w małej śmietniczce tylko w specjalnej torbie, którą na tę okoliczności sobie wcześniej przygotowaliśmy albo w zwykłej reklamówce, którą usuwamy z widoku pozostałych podróżujących. Zawsze możemy spytać obsługi, gdzie możemy się w sposób elegancki pozbyć naszego cargo.

Przy okazji ostatnich doniesień prasowych pozwolę sobie podjąć temat karmienia piersią – przecież podróżujemy również z maleństwami, które nie zadowolą się kanapką z rostbefem. W składach Pendolino znajdują się specjalne przedziały dla matek z dziećmi ale nie wszędzie będziemy mieli takie sprzyjające okoliczności. Jak widać debata publiczna różne ma oblicza. Sam wychodzę z założenia, że karmienie piersią jest czymś wyjątkowym, naturalnym i pięknym ale jeżeli się na to decydujemy powinniśmy robić to w sposób dyskretny i taktowny. Narzucona chusta, pielucha, specjalna odzież to rozwiązania, które obserwuję na całym świecie. Jeżeli uznamy, a Mamy wiedzą najlepiej, że nigdzie indziej nie będzie im wygodniej, niż w przedziale, nakarmić dziecko, to zawsze mogą się spytać – „przepraszam, czy nie będzie Państwu przeszkadzało jeżeli nakarmiłabym Krzysia?” „Będzie” – odpowiada jeden z pasażerów. Cóż, wtedy najlepiej poprosić o pomoc obsługę pokładową – konduktora, stewardesę – oni na pewno nam pomogą albo przynajmniej mają więcej możliwości.

Takt też jest przydatny po drugiej stronie – nie patrzymy na karmiącą matkę z ciekawością orangutana. Przepraszam jeżeli obraziłem jakieś orangutany, bo bardzo Was lubię.

Przy okazji wątku związanego z konsumpcją. polecam tekst Krytyki Kulinarnej o dzieciach w restauracjach. Jest kilka wątków wspólnych Restauracja / Podróżowanie.

I znowu na jedzenie poświęciłem najwięcej wpisu…

  1. ZWIEDZANIE

 Jeżeli mamy taką możliwość – w pociągu bardziej niż w samolocie, a w samolocie bardziej niż w autobusie, z kolei na promie (jeszcze niestety nie po USS Enterprise NCC-1701) bardziej niż w samolocie czy pociągu – to przespacerujmy się, pokażmy dziecku co do czego służy (no może poza hamulcem awaryjnym). Może nie ma co liczyć by pilot wziął nas na kolana do kokpitu, ale już rozmowny konduktor czy przemiła stewardesa to ciekawa przygoda. Zawsze wyjście do toalety może być dobrym pretekstem do obejrzenia kilku pomieszczeń, a później np. namalowaniu ich. A jeżeli już jesteśmy przy aktywności ruchowej, to pamiętajmy, że o ile nam nie wypada zdejmować butów i kłaść nóg na siedzeniu (w badaniach przeprowadzonych przez PKP Intercity respondenci wskazywali to jako zachowanie, które znacząco wpływa nich dyskomfort), to już na dzieci będziemy patrzyli z większą pobłażliwością, dlatego jak już muszą siedzieć z podkurczonymi nogami, to niech zawsze będą bez butów.

SPRYTNY MYK: jeżeli możesz, zarezerwuj wcześniej miejsce przy oknie – szczególnie w pociągu. Dzięki temu dziecko będzie mogło swobodnie oglądać co się dzieje w mijającym Was świecie.

  1. ELEKTRONIKA

Bardzo łatwo jest oddać telefon z grą, bądź pada z kilkoma bajkami na 3 godziny podróży. Będzie cicho. Czyli problem z głowy i nie musiałem pisać tego wszystkiego powyżej. Latorośl nawet nie zgłosi się po jedzenie. Sam daję synowi telefon, bądź pada bardzo rzadko, na określony czas, który wcześniej razem omawiamy, a nadużywam tego tylko w sytuacji BARDZO ale to BARDZO awaryjnej, do której staram się, a bardziej moja żona, nie dopuszczać. Kiedy wszystkie inne opisane punkty nie przynoszą oczekiwanych rezultatów – bo nie zawsze przyniosą, bo dzieci są w różnym wieku, bo dziś akurat jest taki nastrój, jest wiele bo. Jeżeli już korzystamy z tych wszystkich urządzeń, jeżeli się na to decydujemy, róbmy to w sposób zrównoważony, nie cały czas, nie na cały regulator – nie dość, że może to być niezdrowe, to przeszkadza pozostałym podróżującym. Warto pamiętać o ustawieniach jasności ekranu. Bardzo jasny ekran męczy i jest dodatkowo niezdrowy dla młodych oczu, dla których zdrowia, my rodzice, zrobilibyśmy wszystko. A poniżej taka małą dygresja związana z technologią, albo z jej nadużywaniem – grafika z fenomenalnego sketchbooka Simona Stalenhaga – więcej można zobaczyć tu … dzięki Karolina 🙂

by_gathering

  1. KREATYWNOŚĆ

 Nie zawsze pamiętamy o tym wszystkim, zabawkach, książkach etc. Nie zawsze możemy sobie na to również pozwolić ze względów finansowych. Dlatego nie załamujmy się podczas podroży, jeżeli nic nie mamy ze sobą. Ja np. kiedyś zabawiałem syna – i to wiele razy – zegarkiem ze stoperem. Zakładaliśmy go, wywijaliśmy pasek, puszczaliśmy stoper, kręciliśmy datownikiem. Jakby tak poszukać to znajdzie się kilka rzeczy w naszym zasięgu. Z ulotki można zrobić samolot a czasem zwykły pasek od spodni może okazać się na dłuższą chwilę wężem z Borneo, bądź gąsienicą, z którą można porozmawiać na wiele tematów. Nie wspominając już o chusteczkach materiałowych, które mogą być dobrymi duszkami, lub skarpetkami, z których nie raz można zrobić…zresztą sami wiecie co 🙂

POZOSTALI PODRÓŻNI

Podróżując pamiętajmy o innych. Jeżeli wiemy, że może być ciężko, minimalizujmy wystąpienie sytuacji kryzysowych. Starajmy się być przygotowani na większość sytuacji. Dopytajmy się znajomych, jak oni radzą sobie w takich okolicznościach. Na swojej drodze spotkamy osoby bardzo wyrozumiałe ale jeżeli nasze dziecko, po raz kolejny kopie, w czyjeś oparcie, my nie reagujemy, to cierpliwość mogą nawet stracić kamienie. Nie unośmy się, jeżeli ktoś taktownie poprosi nas by spróbować zaradzić wesołym okrzykom naszego małego Chewbacca. Podróżujemy w środkach transportu publicznego i nie usprawiedliwia nas to, że mamy dzieci. Współpasażerowie mogą być nieczuli, może ich to nie obchodzić, że mały płacze i w sumie mają do tego prawo. Będą nas obarczali winą za to, że nie mogą spokojnie podróżować, do czego też mają prawo. My z kolei wiemy, że są sytuacje nad którymi będziemy w stanie zapanować, ale są też takie, z którymi zmierzymy się po raz pierwszy, czemu może towarzyszyć mało przyjemne zachowanie. Jeżeli z różnych względów trudno będzie nam opanować sytuację, pokażmy chociaż, że zdajemy sobie z tego sprawę, że są inni, że mają prawo do spokojnej podróży, a my robimy wszystko by nad tym zapanować.

Piszę to z pełnym przekonaniem jako rodzic 3 latka, który nie raz miał gorsze chwile czy to w samolocie, czy pociągu.

 

Test powstał przy współpracy z PKP Intercity, w ramach projektu kulturalnego podróżowania, w którym mam przyjemność być ekspertem.

kodeks

  • Ania Mrzygłód

    ‚Przysłowiowe’ bilety na lot do Gdańska to może nienajgorszy pomysł, jeśli planujemy dużo latać z dzieckiem, tym bardziej, że bilety stają się coraz tańsze. Ostatni krótki właśnie krajowy lot cały upłynął mi pod znakiem krzykow kilkulatki ‚nie chceeee, nie chceeeeee, nie chceeeeee’ oraz ‚musisz, musisz, musisz’ w wykonaniu matki. Chodziło o zapięcie pasa. Swoją drogą kreatywność w przekonywaniu dziecka poziom milion.

    • Adam Jarczyński

      Czyli w końcu się udało? 🙂

      • Ania Mrzygłód

        Mam bardzo nieśmiałe wrażenie że nie. Lot trwał dosłownie pół godziny i ledwo rozpielam pas po starcie, ledwo ucichlo na minutę ‚nie chceeee’… Stewardessa podeszła do mamy tej dziewczynki i powiedziała, że tak właściwie to niedługo lądujemy i może lepiej już zacząć małą pakować w pas. ‚Nie chceeee’ zaczęło się na nowo i trwało aż dotknelismy ziemii. Domyślam się po intensywności, że było połączone z wykrywaniem się i innymi atrakcjami:)