Madame Edith

kukurydza mnie zawstydza

Kukurydza mnie zawstydza (savoir-vivre w kinie).

Dawno temu, kiedy oglądałem amerykańskie filmy, na których bohaterowie siedzą w kinach, jedzą tony kukurydzy i popijają słodki gazowany napój, bardzo chciałem przeżyć to samo (ciekawostka – w dramacie muzycznym Wiplash, który bardzo przypadł mi do gustu, bohaterowie dosypują rodzynki do kukurydzy).

Poczułem się jak w amerykańskim filmie

W końcu się udało. W pierwszym kinowym multipleksie kupiłem wielkie opakowanie kukurydzy i wspomnianego napoju. I tak kupowałem prawie za każdym razem, a to ze względu na swego rodzaju rytuał, a to dla smaku, ponieważ z trudem opieram się wszelakim przekąskom (ten typ tak ma). Na „Fantastycznej czwórce” kupiłem nawet nachosy i do dziś nie wiem, co pozostawiło większy niesmak – dip serowy czy nieudane przeniesienie komiksu na wielki ekran.

(O)lśnienie

Ale dopiero przy pierwszej części Tolkienowskiej trylogii doznałem olśnienia – lepiej późno niż wcale… Na ten film nie kupiłem kukurydzy. Nic nie kupiłem, bo byłem tak przejęty wspaniałą ekranizacją, choć przyznam, że z niecierpliwością czekałem na…lembasy. Siadłem sobie grzecznie pomiędzy dwoma mężczyznami: jeden miał pudełko kukurydzy, a drugi opakowanie nachosów. Po chwili… ten dźwięk i ten zapach! Chrzęst gryzionej kukurydzy – pan był chyba wyjątkowo głodny, bo zajadał się jak ork – i zapach nachosów, które pachniały gorzej niż broda krasnoluda po stu ucztach. A najgorzej to wszystko wyglądało po zapaleniu światła – jak pobojowisko po bitwie o Minas Tirith.

tu akurat zdjęcie z seansu, który miał miejsce kilka dni temu - nic się nie zmieniło

A to zdjęcie po seansie, który miał miejsce kilka dni temu. Savoir-Vivre w kinie…

Nie mówię, że kukurydza jest zła albo że należy odmawiać sobie drobnej przekąski bądź napoju, szczególnie jeśli przed nami długi seans. Pamiętajmy jednak, że znajdujemy się w miejscu, w którym komuś może przeszkadzać: szeleszczenie, gryzienie, zapachy, siorbanie.

Przekornie można zadać pytanie – dlaczego nie ma kukurydzy w teatrach, w sensie nie podjada się podczas spektaklu? Bo pewno tak mało osób chodzi i nie ma sensu kupować specjalnej maszyny (ot, taka złośliwość). Powiedzmy, że wiemy, dlaczego nie jemy podczas spektaklu.

——————–

Powyższy tekst, poza teatralną złośliwością, pochodzi z książki, w której znajdą Państwo całkiem sporo refleksyjno-poradnikowych treści, a która jest dostępna pod postacią e-Booka (trzeba kliknąć na okładkę) lub w wersji papierowej, w stacjonarnych sklepach sieci Empik.

  • Makosza

    A w połowie filmu, w scenie pełnej napięcia, krótka przerwa i reklama lodów a po reklamie pani wołająca „lody, komu lody”.
    W moim mieście jest malutkie kino, z wielkimi fotelami i stoliczkami, gdzie można zamówić whisky, wino i inne miłe trunki do filmu.

    • Adam Jarczyński

      Konsumpcja nie szkodzi, póki nie przeszkadza innym. Ale z tymi lodami, to już trochę przesada.

      • Makosza

        Dlatego też wybieram takie malutkie kina, gdzie fotele są tak duże, że aż nie chce się wstawać, można coś dobrego wypić, choć u mnie to raczej herbatka. Ekran nie jest tak duży jak w większych kinach ale dobry film, miłe towarzystwo i herbata załatwia sprawę.