Madame Edith

czy organizować wigilię firmową?

Jeżeli jeszcze nie zdecydowali się Państwo czy zorganizować wigilię firmową, to proszę jej nie organizować. Nic na siłę. Zresztą przyjęcie na ostatnią chwilę, to często więcej kłopotu niż przyjemności, a wyjątkowego klimatu – nawet jakby miał trwać ulotną chwilę, raczej się nie osiągnie. Poza tym zapraszanie w ostatnim momencie nie daje zbyt dużego pola manewru, nie jest to zachowanie eleganckie. To będzie mało świąteczny tekst, w kontrze do uśmiechniętych bilbordów, ale wydaje mi się, że ten wątek jest jakoś rok w rok przemilczany. Wielu z nas brnie w ciemny las obowiązku, a przecież nie trzeba.

Przez kilka tygodni rozmawiałem z wieloma osobami, zajmującymi różne stanowiska w różnych miejscach pracy – od organizacji pozarządowych, przez administrację państwową, a na korporacjach kończąc. Wszystkich pytałem czy lubią firmową wigilię. Wszędzie pojawiały się bardzo podobne stanowiska i opinie.

ORGANIZOWAĆ WIGILIĘ FIRMOWĄ, CZY NIE?

Taką najbardziej komfortową sytuacją, nad którą nie ma sensu się rozwodzić to ta, gdy większość pracowników się lubi albo przynajmniej dobrze zna. Wtedy nawet gdy w firmie jest „chudszy” okres i nie idziemy do restauracji, nie zamawiamy cateringu, nie przygotowujemy składkowego przyjęcia, a po prostu jesteśmy, chwilę rozmawiamy, łamiemy się opłatkiem lub składamy sobie życzenia – i to wystarczy. Bez zbędnego napięcia czy nadęcia, spotkanie odbywa się w wersji uniwersalnej, zarówno dla wierzących, jak i ateistów związanych z tradycją.

Większym wyzwaniem staje się wydarzenie, które ma nas sztucznie scementować, na chwilę, kiedy na sygnał odrywamy się od komputerów albo nawet idziemy na wystawną kolację do restauracji ale…nie ma tego ducha, klimatu, chęci. Część może by i chciała, a część sobie myśli – po co ja tam idę? Jak mi się nie chcę, nie czuję takiej potrzeby. Widzę tych ludzi codziennie, dlaczego mam poświęcać swój prywatny czas na rozmowy o pracy? Za chwilę będę musiała przełamać się opłatkiem z tą jędzą z zasobów ludzkich. (Przepraszam HRowców, ale to tak jakoś przypadkiem).

Dla porządku – firmowe przyjęcia, te z klientami, partnerami, koktajle, kolacje etc. związane z naszymi obowiązkami, to coś innego, tam musimy bywać, jeżeli taka jest specyfika naszego stanowiska. Obowiązuje nas wtedy konwenans. Przyjęcie jest narzędziem naszej pracy, nawet jeśli za nimi nie przepadamy.

Ale Wigilia jest wyjątkowym wydarzeniem. Oczywiście, ktoś zajmujący się zarządzaniem zasobami ludzkimi może powiedzieć, że ten rodzaj głęboko refleksyjnego okresu też może wpływać na cementowanie zespołu. Przewrotnie napiszę, że jeżeli nie udało się tego zrobić do tej pory, to wigilia firmowa wiele nie zmieni.

KTO LUBI WIGILIE (z przymrużeniem oka)

Najchętniej optującą za wigilią grupą zawodową, jak wynika z moich obserwacji i rozmów, były osoby związane ze sprzedażą (przy czym nie dajmy sobie wpaść w pułapkę uogólnienia) – można powiedzieć, że sprzedaż to nie zawód, to stan umysłu i nie ma tu ani krzty drwiny, a bardziej szacunek i zachwyt z mojej strony. Oczywiście jeżeli sprzedaż jest taktowna. Umiejętność rozmowy, zagajenia na „placu boju” to Ich – sprzedawców – chleb powszedni, ale przecież nie każdy jest osoba otwartą, niektórzy nawet podczas rodzinnej wigilii zastanawiają się co powiedzieć podczas łamania opłatkiem z osobami, które znamy od dziecka. A tu trzeba się łamać z, co tu dużo mówić, osobami które zbyt bliskie nie są, często widzi je po raz pierwszy, a może ostatni?

CO MÓWIĆ?

Uciekamy się do wytartych formułek, bo co tu komuś powiedzieć żeby nie zabrzmiało banalnie? Proszę się jednak nie martwić, życzenia spokojnych, odpoczynku, rodzinnych są na tyle neutralne, że można je życzyć niemal każdemu, ale uderzać w klimat wesołych, choć pojawiają się dookoła, już może nie zawsze należy, bo nigdy nie wiadomo, czy komuś do śmiechu.

Przy okazji utartych formułek. 

W PRACY

Proszę, nie wysyłajmy do siebie firmowych życzeń, w których widać wszystkie adresy e-mail odbiorców, a którzy z różnych względów by sobie tego nie życzyli. Jeżeli już decydujemy się na świąteczny, jednorazowy grad życzeń do wszystkich, to ukryjmy te adresy.

Jeżeli pragniemy choć trochę wprowadzić klimat świąteczny, a nie klepać ZOMBIE e-kartki, zwróćmy się bezpośrednio do odbiorcy. Nie piszmy bezosobowo – czyli do wszystkich Pokażmy, że faktycznie jej/jemu składamy życzenia, a nie że jest to jedynie nasz obowiązek, bo „piątunio” i zostało nam 15 minut w pracy.

Co roku otrzymuję od znajomej z agencji PR – Competita, już pisałem o nich przy okazji tekstu o podróbkach – kartkę z życzeniami. I choć jest to biznesowa kartka, to jest bardzo ciekawa, daje do myślenia, dosłownie i w przenośni. Czasem jest zabawna, czasem prosta, a czasem w treści znajduje się zagadka. Co roku z przyjemnością ją czytam.

PRYWATNIE

Choć SMS jest wygodny, szybki, nieangażujący tak jak 2 minutowa rozmowa telefoniczna, już o kartce świątecznej nie wspominając (sam niestety nie wysyłam od kilku lat), to sami sobie odpowiedzmy czy jest zawsze najlepszą formą złożenia życzeń?

Wracając do wigilii firmowej, a pozostając w klimacie życzeń: jeżeli zdecydowaliśmy, że wigilii nie będzie, to warto o tym wszystkich poinformować – mniej lub bardziej oficjalnymi kanałami komunikacji, które w naszym mniemaniu są najefektywniejsze. Tak dla higieny kontaktów wewnętrznych.

SZEFOWO & SZEFIE – ZRÓB TO

Przy okazji, osoba najwyższa rangą, jakkolwiek by nie zapatrywała się na temat świąt (lubi/nie lubi) powinna wszystkim pracownikom złożyć życzenia. Forma jaką wybierze już od niej zależy – mail, tablica, spotkanie w socjalnym – to tylko wybrane metody, których pewnie znacie Państwo z praktyki znacznie więcej.

Miłym gestem będzie wysłanie życzeń do pracowników, którzy już nie pracują w danym miejscu, a którzy wspólnie przyczynili się do tego jaki kształt ma obecna organizacja.

CO ZROBIĆ JAK MNIE ZAPROSILI?

Mimo wszystko wypadałoby iść. Oczywiście nieelegancko byłoby pokazać, że jesteśmy tam za karę. A jeżeli faktycznie tak się czujemy, to odsiedźmy swoje i dyskretnie, w odpowiednim momencie, skorzystajmy z wyjścia w stylu angielskim – chyba, że mamy grać rolę Mikołaja.

PREZENTY FIRMOWE

O prezentach, a w zasadzie o ich przyjmowaniu, pisałem rok temu (Przyjmuj prezenty jak Jeff Goldblum) i przypomnę jeszcze nie raz jak je przyjmować i co zrobić z nietrafionym podarunkiem. Teraz chciałbym się jednak skupić na czymś innym.

Rozumiem jak wielką wartością dla organizacji jest marka, jak wiele atencji przykłada się do pielęgnowania logo – jestem PRowcem i to mój chleb powszedni, ale już drugi raz proszę w tym tekście… Jeżeli wydajemy konkretny budżet na prezenty, i to na takie całkiem wartościowe (niekoniecznie smycze – ależ to był hit, swoją drogą), to nie wrzucajmy wszędzie naszego znaku, logo, logotypu, sygnetu. Dyskretne oznakowanie jeszcze ujdzie, ale wielkie grafiki na funkcjonalnych przedmiotach, a nawet pełniących funkcje estetycznych dodatków, dają odmienny efekt od zamierzonego. Warto o tym pomyśleć.

Zacnym pomysłem i praktyką jest przeznaczanie budżetów prezentowych na paczki dla osób bardziej potrzebujących, bądź na organizację charytatywną.

Swoją drogą, niektóre firmy mogą mieć politykę nieprzyjmowania prezentów, albo przyjmowania do określonej kwoty. W jednym miejscu pracy, co roku otrzymywałem od dużego koncernu list z informacją, że w związku ze świętami i polityką firmy, prezenty nie są częścią kultury biznesowej. Trzeba to uszanować.

CO KUPIĆ PRACOWNIKOM?

Kiedy byłem mały, tak z kilka razy mniejszy niż obecnie, to pamiętam kosze ze smakołykami, które tata przynosił z klubu sportowego. Ależ to były rarytasy. Dziś kosze też są popularne. Sklepy same tworzą wymyślne kompozycje lub sami mamy taką możliwość.

Wielu blogerów wskazuje propozycje na sezon świąteczny i jest to ciekawe wsparcie dla osób poszukujących. Jednak w przypadku prezentów „grupowych” nie jest już tak łatwo. Jak zwykle najlepiej mają Ci, których stać, ale nie sztuką zafundować coś, jak są syte dywidendy jak mawiał Sun Tzu. A nawet jak jest budżet, to jednemu się spodoba, a drugi będzie kręcił nosem. Umówmy się, że prezenty nie są obowiązkiem.

Jednym z najprzyjemniejszych prezentów jakie otrzymałem w pracy były biletu do teatru. Nie dość że trafiły wybornie w mój gust, to jeszcze nie były obarczone dużym wydatkiem ze strony mojego pracodawcy. Można powiedzieć 10/10.

Kiedyś zastanawialiśmy się pośród kadry menedżerskiej co mogłoby być dobrą propozycją, ale nie mieliśmy zbyt dużego budżetu, a w zasadzie budżet był wyjątkowo mały. Dać w kopercie 50 PLN? Dla jednych „zawsze coś”, dla innych „szału nie ma”. Zresztą prezenty w formie finansowej, to temat na inny wpis. Koniec końców zdecydowaliśmy, że kupimy karty podarunkowe do Empiku. Już za 50 PLN, a było to sporo czasu temu, można było kupić skromny, ale zawsze prezent.

Stron z propozycjami prezentów dla większych grup jest sporo, ale warto pamiętać by nie przekombinować i żeby to było faktycznie coś wyjątkowego lub praktycznego. Znam przypadki delikatnego rozeznania terenu przed sezonem podarunkowym przez pryncypałów, wtedy zawsze łatwiej.

Jeżeli robimy prezenty składkowe, to tylko wtedy gdy wszyscy w to wchodzą, bez przymusu, a kwoty są symboliczne – liczy się pomysł. Ciekawą opcją, którą kieruje się do wszystkich są prezenty wykonane własnoręcznie: od nalewek, dżemów, kruchych ciasteczek, po kolczyki, rysunki czy wiersze.

I na koniec.

To co było na początku.

Nic na siłę.

Jeżeli mają Państwo doświadczenia na polu, który poruszyłem w tym przydługim wpisie, chętnie się z nimi zapoznam.