Madame Edith

czy organizować firmową wigilię?

Do gorącego okresu spotkań firmowych została jeszcze chwila, więc jeżeli Państwo wciąż, pomimo szczerych chęci, nie odpowiedzieli sobie na pytanie: Czy organizować firmową wigilię?, to proszę tego nie robić. Nic na siłę. Jeżeli czujemy, że ostatecznie może być więcej kłopotu niż przyjemności, bo wyjątkowego klimatu (nawet jakby miał trwać ulotną chwilę) raczej się nie osiągnie, to zrezygnujmy.

To będzie mało świąteczny tekst, w kontrze do uśmiechniętych bilboardów, ale wydaje mi się, że ten wątek jest rok w rok przemilczany. Wielu z nas brnie w ciemny las obowiązku, a przecież nie trzeba.

I żeby nie było – nie jestem sfrustrowanym smutasem, który nie lubi firmowych spotkań. W swoim życiu zawodowym uczestniczyłem zarówno w przyjęciach, podczas których czas pędził jak Alain Prost, jak i w tych, gdy marzyłem o  popularnej formie transportu z uniwersum Star Trek, czyli teleporcie w odległą część galaktyki.

Dlaczego o tym piszę? Rozmawiałem z wieloma osobami zajmującymi różne stanowiska w różnych miejscach pracy – od organizacji pozarządowych, przez administrację państwową, a na korporacjach kończąc. Wszystkich pytałem czy lubią firmową wigilię. Wszędzie pojawiały się bardzo podobne stanowiska i opinie.

ORGANIZOWAĆ WIGILIĘ FIRMOWĄ, CZY NIE?

Taką najbardziej komfortową sytuacją, nad którą nie ma sensu się rozwodzić to ta, gdy większość pracowników się lubi albo przynajmniej dobrze zna. Wtedy nawet gdy w firmie jest „chudszy” okres i nie idziemy do restauracji, nie zamawiamy cateringu, nie przygotowujemy składkowego przyjęcia, a po prostu jesteśmy, chwilę rozmawiamy, łamiemy się opłatkiem lub składamy sobie życzenia, to wystarczy. Bez zbędnego napięcia czy nadęcia, spotkanie odbywa się w wersji uniwersalnej, zarówno dla wierzących, jak i ateistów związanych z tradycją.

Większym wyzwaniem staje się wydarzenie, które ma nas sztucznie scementować, na chwilę, kiedy na sygnał odrywamy się od komputerów albo nawet idziemy na wystawną kolację do restauracji ale…nie ma tego ducha, klimatu, chęci. Część może by i chciała, a część sobie myśli: Po co ja tam idę?  Nie chcę, nie czuję takiej potrzeby. Widzę tych ludzi codziennie, dlaczego mam poświęcać swój prywatny czas na rozmowy o pracy? Za chwilę będę musiała przełamać się opłatkiem z tą jędzą z zasobów ludzkich. (Przepraszam HRowców, ale to tak jakoś przypadkiem).

Dla porządku – firmowe przyjęcia, te z klientami, partnerami, koktajle, obiady etc. związane z naszymi obowiązkami, to coś innego, tam musimy bywać, jeżeli taka jest specyfika naszego stanowiska, nawet jeśli za nimi nie przepadamy.

Ale wigilia jest wyjątkowym wydarzeniem. Oczywiście, ktoś zajmujący się zarządzaniem zasobami ludzkimi może powiedzieć, że ten rodzaj głęboko refleksyjnego okresu też może wpływać na cementowanie zespołu. Przewrotnie napiszę, że jeżeli nie udało się tego zrobić do tej pory, to wigilia firmowa wiele nie zmieni.

KTO LUBI WIGILIE (z przymrużeniem oka)

Jak wynika z moich obserwacji i rozmów, najchętniej optującą za Wigilią grupą zawodową były osoby związane ze sprzedażą (przy czym nie wpadajmy w pułapkę uogólnienia) – można powiedzieć, że sprzedaż to nie zawód, to stan umysłu i nie ma tu ani krzty drwiny, a bardziej szacunek i zachwyt z mojej strony. Oczywiście jeżeli sprzedaż jest taktowna.

Umiejętność rozmowy, zagajenia na „placu boju” to Ich (sprzedawców) chleb powszedni, ale przecież nie każdy jest osoba otwartą, niektórzy nawet podczas rodzinnej wigilii zastanawiają się co powiedzieć podczas łamania opłatkiem z osobami, które znamy od dziecka. A tu trzeba się łamać z, co tu dużo mówić, osobami które zbyt bliskie nam nie są, często widzimy je po raz pierwszy, a może nawet ostatni.

CZEGO SOBIE ŻYCZYMY?

Uciekamy się do wytartych formułek, bo co tu komuś powiedzieć żeby nie zabrzmiało banalnie, albo jak się kogoś mało, bądź w ogóle nie zna? Proszę się jednak nie martwić, życzenia spokojnych, odpoczynku, rodzinnych są na tyle neutralne, że można je życzyć niemal każdemu, ale uderzać w klimat wesołych, choć są przecież bardzo popularne, już może nie zawsze należy, bo nigdy nie wiadomo, czy komuś do śmiechu…

Przy okazji utartych formułek. 

W PRACY

Nie wysyłajmy firmowych życzeń, w których widać wszystkie adresy e-mail odbiorców, a którzy z różnych względów by sobie tego nie życzyli. Myślę tu o naszych klientach, dostawcach, podwykonawcach, etc. Jeżeli już decydujemy się na świąteczny, jednorazowy grad życzeń do wszystkich, to ukryjmy te adresy.

Jeżeli pragniemy choć trochę wprowadzić klimat świąteczny, a nie klepać ZOMBIE e-kartki, zwróćmy się bezpośrednio do odbiorcy. Nie piszmy bezosobowo, czyli do wszystkich. Pokażmy, że faktycznie jej/jemu składamy życzenia, a nie że jest to jedynie nasz obowiązek, bo „piątunio” i zostało nam 15 minut do końca dnia pracy.

Co roku otrzymuję od znajomej z agencji PR Competita (już pisałem o nich przy okazji tekstu o podróbkach) kartkę z życzeniami. I choć jest to biznesowa kartka, to jest bardzo ciekawa, daje do myślenia – dosłownie i w przenośni. Czasem jest zabawna, czasem prosta, a czasem w treści znajduje się zagadka. Co roku z przyjemnością ją czytam.

PRYWATNIE

Choć SMS jest wygodny, szybki, nieangażujący tak jak 2 minutowa rozmowa telefoniczna, już o kartce świątecznej nie wspominając (sam niestety nie wysyłam od kilku lat), to sami sobie odpowiedzmy czy jest zawsze najlepszą formą złożenia życzeń?

Wprawdzie nie przekreślałbym roli SMSowych życzeń, jak to kiedyś robiłem – świat się zmienia – niemniej warto rozważyć, czy lepiej nie zadzwonić, wysłać e-mail… Pewnie wiele będzie zależało od poziomu zażyłości.

Wracając do wigilii firmowej, a pozostając w klimacie życzeń. Jeżeli zdecydowaliśmy, że wigilii nie będzie, to warto o tym wszystkich poinformować – mniej lub bardziej oficjalnymi kanałami komunikacji, które w naszym mniemaniu są najefektywniejsze. Tak dla higieny kontaktów wewnętrznych. Im szybciej tym lepiej, część osób może tego (wigilii) przecież oczekiwać. Zresztą wyczucie czasu jest pożądaną zręcznością, tak biznesową, jak i towarzyską. Bo załóżmy, że w końcu jednak się zdecydowaliśmy na Wigilię. ale informujemy o niej tuż przed.

W dyplomacji zapraszanie w ostatnim momencie nie daje zbyt dużego pola manewru (zaproszonym), nie jest zachowaniem eleganckim, a ostatecznie też mówi coś między wierszami (o zapraszających i zapraszanych). Wiadomo, że są sytuacje tzw. awaryjne, ale ten wpis ich nie dotyczy.

SZEFOWO & SZEFIE – ZRÓB TO

Przy okazji – osoba najwyższa rangą, jakkolwiek by nie zapatrywała się na temat świąt (lubi/nie lubi), powinna wszystkim pracownikom złożyć życzenia. Forma jaką wybierze już od niej zależy: mail, tablica, spotkanie w socjalnym – to tylko wybrane metody, których pewnie znacie Państwo z praktyki znacznie więcej.

Miłym gestem będzie wysłanie życzeń do pracowników, którzy już nie pracują w danym miejscu, a którzy wspólnie przyczynili się do tego jaki kształt ma obecna organizacja. Taki, można powiedzieć, element employer brandingu albo po prostu kultura organizacyjna wyższych lotów. Bądź po prostu kurtuazja.

CO ZROBIĆ JAK MNIE ZAPROSILI? (a nie jest to moim marzeniem)

Mimo wszystko wypadałoby iść. Oczywiście nieelegancko byłoby pokazać, że jesteśmy tam za karę. A jeżeli faktycznie tak się czujemy, to odsiedźmy swoje i dyskretnie, w odpowiednim momencie, skorzystajmy z wyjścia w stylu angielskim – chyba, że mamy grać rolę Mikołaja.

PREZENTY FIRMOWE

O prezentach w biznesie, sposobie ich doboru, faux pas, i kilku innych ważnych rzeczach z tym związanych pisałem niedawno w INN:Poland. Artykuł znajdą Państwo w linku obok Świąteczne prezenty dla partnerów biznesowych. Co wręczać i czy w ogóle? 

PREZENTY NIE SĄ OBOWIĄZKIEM

Nie będę powielał tego, o czym pisałem w tekście związanym z prezentami biznesowymi, ale pozwolę sobie trochę rozbudować wątek prezentów wewnątrz naszej organizacji.

Kiedyś zastanawialiśmy się pośród kadry menedżerskiej co mogłoby być dobrą propozycją na święta, nie mieliśmy zbyt dużego budżetu, a w zasadzie budżet był wyjątkowo mały. Dać w kopercie 50 PLN? Dla jednych „zawsze coś”, dla innych „szału nie ma”. Zresztą prezenty w formie finansowej, to temat na inny wpis. Koniec końców zdecydowaliśmy, że kupimy karty podarunkowe do Empiku.

Ciekawostka – według Instytutu badań rynku DANAE, który przeprowadził dla Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety badania związane z wręczaniem prezentów w biznesie, jednym z tych prezentów, który jest najmniej oczekiwany na święta są pieniądze (jeżeli mówimy o klientach, a nie pracownikach).

Stron z propozycjami prezentów dla większych grup jest sporo, ale warto pamiętać by nie przekombinować i żeby to było faktycznie coś wyjątkowego lub praktycznego. Znam przypadki delikatnego rozeznania terenu przed sezonem podarunkowym przez pryncypałów, wtedy zawsze łatwiej.

Jeżeli robimy prezenty składkowe, to tylko wtedy gdy wszyscy w to „wchodzą”, bez przymusu, a kwoty są symboliczne – liczy się pomysł. Ciekawą opcją, którą kieruje się do wszystkich są prezenty wykonane własnoręcznie: od nalewek, dżemów, kruchych ciasteczek, po kolczyki, rysunki czy wiersze.

I na koniec.

To, co było na początku.

Nic na siłę, ale trzymam kciuki za pełne wyjątkowych chwil, kulinarnych przyjemności i życzliwych słów spotkania w gronie zawodowym. Bo takie też się zdarzają, prawda?


Więcej na temat firmowego bont tonu opowiadam podczas szkoleń biznesowych w Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety (zapraszam do zapoznania się z naszym projektem szkoleniowym – wystarczy kliknąć w logo poniżej).

 

  • Karolina Janik

    ja firmową wigilię bardzo popieram- to dobra okazja do integracji pracowników i spotkania się w innej atmosferze, więc nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było, u nas w tym roku jest już zaplanowana w Miodosytni na Kazimierzu w Krakowie- miejsce na świetnym poziomie, z klimatem więc nie mogę się doczekać

    • Adam Jarczyński

      a czy pozostali pracownicy popierają wspólne wydarzenie?

  • Miyako_Witch

    Nie mam nic przeciwko świątecznemu spotkaniu z zespołem z pracy. Za głupotę uważam jednak zmuszanie ludzi do dzielenia się opłatkiem i składania sobie życzeń, które czasem wręcz ociekają obłudą.

    • Adam Jarczyński

      trochę właśnie o tę obłudę mi idzie…